Od ilu lat alkohol ?
W ostatnim czasie niepokojąco zaniża się granica wiekowa, w której młodzież po raz pierwszy w swoim życiu sięga po alkohol. Często można mówić wręcz, że czyni to jeszcze w wieku dziecięcym. Pozostawione same sobie, dzieci próbują tego, co zakazane, bo jak wiadomo, to smakuje najbardziej. Efekty możemy oglądać w reportażach, które opisują tragiczne skutki takich poczynań. W czasach, kiedy dzieci coraz częściej pozbawione są właściwej opieki w domu rodzinnym i prawidłowych wzorów, dochodzi do sytuacji patologicznych. W skrajnych przypadkach zdarza się, że uczniowie pojawiają się w szkole w stanie wyraźnie wskazującym na spożycie. Podobnie jest w przypadku młodych kierowców, którzy dopiero zdobyli prawo jazdy. Często są bardzo pewni swoich umiejętności i nie potrafią właściwie ocenić trzeźwości swojego umysłu po spożyciu niewielkiej – jak im się wydaje – ilości alkoholu. Pozostaje mieć nadzieję, że znacznie wzrośnie świadomość naszej młodzieży na temat skutków spożywania alkoholu. Choć mówi się o tym od dawna i na bieżąco, wydaje się, że to nadal za mało.
Alkohol – lekarstwo na stres ?
Współczesne – jakże zestresowane – społeczeństwo aż nazbyt łatwo popada w uzależnienia. Wiadomo – jedne są bardziej szkodliwe pod względem zdrowotnym, inne mniej, choć też wszystko zależy od wrodzonych predyspozycji do zachorowań na pewne przypadłości. Jednym z bardziej powszechnych uzależnień jest alkoholizm. Jest to bowiem produkt łatwo dostępny, w bardzo zróżnicowanych cenach i oczywiście stosunkowo tani. Jednak siła jego rażenia jest równie wielka i destrukcyjna, jak w przypadku każdego innego uzależnienia. Równie trudne jest leczenie i to właśnie ze względu na szerokie upowszechnienie alkoholu. Osobie usiłującej zerwać z nałogiem niezmiernie trudno jest się na to zdobyć i wytrwać w swoim postanowieniu. Nawet wsparcie środkami farmakologicznymi nie zawsze daje pozytywne rezultaty. Zamiast więc zmagać się z koszmarem uzależnienia, lepiej zawczasu kontrolować zgubne nawyki. Zwłaszcza, że pewne predyspozycje łatwo możemy przewidzieć bez opinii specjalisty, na podstawie obserwacji naszych bliskich, Jeżeli w przeszłości, w naszej rodzinie występował problem alkoholowy, powinniśmy mieć się na baczności.
W jakich okolicznościach pijemy?
Współczesna młodzież często dziś deklaruje, że alkohol spożywa tylko na imprezach po to, by lepiej się bawić. Oczywiście dobrze by było, żeby to był tylko alkohol. Coraz częściej jednak daje o sobie znać moda na indywidualistów, którzy za wszelką cenę usiłują być w opozycji do całej reszty swoich rówieśników. Stąd też nowy trend na zabawę bez alkoholu. Wciąż mało jest takich ludzi, jednak ta tendencja wyraźnie wzrasta. Polacy – również młodzi – mają jednak pewien brzydki nawyk. Mianowicie nie potrafią przyjąć do wiadomości takiej odmowy. Stają się wówczas bardzo nachalni i natarczywi. Oczywiście sami zwykle są już pod wpływem alkoholu. Większość w takich sytuacjach jednak daje się na mówić, choćby w imię świętego spokoju. I pewnie to również jest jedną z przyczyn tak niskiej liczby abstynentów w naszym społeczeństwie. Nie trzeba od razu rezygnować z alkoholu w ogóle, jednak należy zdać sobie sprawę, że picie dla lepszej zabawy jest jednym ze znamion alkoholizmu i nie wolno takiego symptomu bagatelizować.
W ostatnim roku legalnego importu opium wywożono na teren Stanów Zjednoczonych ok. 100 tys. funtów narkotyku, co oznaczało wzrost siedmiokrotny w ciągu 50 lat i odpowiednio – należy przypuszczać – podobny wzrost zapotrzebowania. Po drugie, ustawodawstwo antyopiumowe stawało się z biegiem czasu coraz bardziej surowe, a to oznaczało rozwój charakterystycznej dla prawnych mechanizmów zwalczania narkomanii tendencji do myślenia coraz bardziej punitywnego – nieskuteczność prawa łatwiej było wyjaśnić niskimi karami, aniżeli wskazaniem na to, że przestępstwa dotyczące obrotu nielegalnym opium to typowe “przestępstwa bez ofiary”, bo przecież żadna z osób w nie uwikłanych nie była zainteresowana ujawnieniem swojego udziału. Wreszcie, po trzecie – i to wydaje się być najważniejszą konsekwencją uruchomienia sankcji karnych w celu zwalczania palenia opium – przyczyniły się one, obok narastającej wiedzy o powstawaniu opiatowej zależności, do zasadniczej zmiany w społecznych stereotypach.
Narkomania przestawała być postrzegana w kategoriach choroby czy ułomności charakteru, coraz częściej natomiast postrzegano ją jako bliższą przestępczości. W oczach szerokiej publiczności narkoman przestawał kojarzyć się z osobą słabą czy nieodpowiedzialną moralnie, coraz częściej natomiast bywał charakteryzowany jako groźny degenerat, jako człowiek, który nie tylko demonstruje godne potępienia i karania skłonności, lecz także, z racji uwikłania w sferę nielegalności, tak czy inaczej jest winien szeregu naruszeń prawa. Jeśli więc istotnie mają rację ci historycy, którzy interpretują restrykcje antyopiumowe jako przepisy skierowane przede wszystkim przeciwko chińskiej mniejszości etnicznej i jako wyraz narastania rasowych resentymentów, to trzeba zgodzić się i z tym; że regulacje prawne zmierzające do uporania się z “żółtym niebezpieczeństwem” stanowiły zarazem początek nowego okresu w dziejach narkomanii, tj. okresu, w którym rozeznaje się ją już nie jako chorobę, lecz jako przestępstwo. Jest to zarazem okres, w którym wedle potocznych stereotypów zaciera się różnica między w jakiejś mierze akceptowaną, a w każdym razie społecznie tolerowaną narkomanią opiatową indukowaną przez lekkomyślne i liberalne stosowanie opiatów w celach medycznych i quasi-medycznych, a innymi rodzajami narkotycznego uzależnienia.
Powoli zwyczaj palenia opium dla celów rekreacyjnych stawał się znany także wśród białych, choć w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku był popularny jedynie na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych i wśród lokalnego półświatka – hazardzistów, prostytutek, ludzi wielkich karier i finansowych krachów. Nic też dziwnego w tym, że opinia publiczna tego okresu traktowała rozłącznie palenie opium i inne formy przyjmowania opiatów. Propaganda prasowa opisywała chińskie palarnie opium jako siedliska wszelkiego zła moralnego i miejsca najrozmaitszych występków, a silne resentymenty skierowane przeciwko azjatyckim mniejszościom etnicznym kazały spoglądać na białych amatorów opiumowego dymu jako na ofiary “zdegenerowanych” kolorowych. Jeśli do tych okoliczności doda się napięcie powodowane przez konkurencyjność Chińczyków na rynku pracy, łatwo już można zrozumieć mechanizmy, które doprowadziły do restrykcji dotyczących palenia opium.
Pierwszy tego rodzaju zakaz wydała rada miejska San Francisco, jednego z największych centrów chińskiej imigracji, w 1875 r. W następnych latach w kilku kolejnych stanach wydano przepisy zakazujące palenia opium, w 1887 r. Kongres wyłączył Chińczyków z międzynarodowego obrotu opium sprowadzanego do Stanów Zjednoczonych, a trzy lata później przepisy federalne ograniczyły prawo przetwórstwa tylko do obywateli amerykańskich. Wreszcie w 1909 r. wprowadzony został całkowity zakaz importu opium przeznaczonego do palenia. Prawa antyopiumowe miały, jak się wydaje, kilka nieoczekiwanych konsekwencji. Po pierwsze, były one skierowane przede wszystkim przeciwko chińskiej mniejszości etnicznej i usiłowały modyfikować zastane i akceptowane w społecznościach imigrantów wzory postępowania i ugruntowane obyczaje. W rezultacie okazały się nieskuteczne – nie tylko nie zwalczyły rozprzestrzeniającego się zwyczaju palenia opium, lecz stworzyły nową dziedzinę przestępczości przyciągającą możliwością znacznych zysków.
Wskazuje się również i na to, że medykamenty były znacznie łatwiej tolerowane przez purytańskie społeczeństwo, aniżeli np. picie alkoholu przez kobiety – co zdaje się w jakiejś mierze potwierdzać przytoczone wcześniej informacje De Quincey’a, wskazujące na substytucyjne formy opiatów w stosunku do alkoholu. Narkomania współczesna jest interpretowana zazwyczaj jako zjawisko obejmujące przede wszystkim miejską młodzież z uboższych warstw społeczeństwa lub – w przypadku Stanów Zjednoczonych -młodzież należącą do mniejszości etniczych. Narkomania dziewiętnastowieczna miała, jak się wydaje, odmienny charakter społeczny. Obejmowała ludzi w sile wieku i zamieszkałych raczej w małych miasteczkach i na terenach wiejskich, należących do uboższych grup warstw średnich – bo też właśnie oni byli zapewne najczęstszymi ofiarami niedouczonych czy niedbałych medyków i drogistów proponujących rozmaite narkotyczne rewelacje oferowane przez przemysł farmakologiczny.
Ważniejsze wszakże wydaje się, że narkomania tego okresu – chociaż, jak się okazuje, również masowa – była traktowana przede wszystkim jako indywidualna dolegliwość, może słabość charakteru tego czy innego człowieka lub jak choroba. Toteż dziewiętnastowieczny narkoman to przede wszystkim osoba, której należało współczuć, którą można było nawet traktować nieco niepoważnie ze względu na niedostatek silnej woli, ale w żadnym razie potępiać. Nastroje opinii publicznej i dominujące stereotypy narkomana zaczęły się zmieniać dopiero wówczas, gdy okazało się, że popularne wśród białych przywiązanie do rozmaitych opiatowych specyfików to tylko część szerszego problemu, na który składały się również inne typy zależności narkotycznych. W początkach XIX w. wiedza o niemedycznych urokach opium pierwotnie ograniczała się do związków z tzw. chinatowns, dzielnicami zamieszkałymi przez chińskich imigrantów sprowadzonych do Ameryki Północnej jako tania siła robocza.
W drugiej połowie XIX w. stał się bujny rozwój przemysłu farmaceutycznego. Brak jakichkolwiek restrykcji prawnych w obronie opiatami stwarzał szerokie możliwości wprowadzania na rynek rozmaitych cudownych syropów, uniwersalnych leków reklamowanych jako przydatne zarówno w przypadkach “kobiecych dolegliwości”, jak i w przypadkach dziecięcego płaczu powodowanego ząbkowaniem. Morfina, a później heroina były sprzedawane otwarcie, bez jakichkolwiek ograniczeń wszystkim chętnym jako znakomite remedium na wiele drobnych dolegliwości. Ba, powtórzyła się historia “leczenia” jednej zależności przez wprowadzanie pacjenta w drugą – przez szereg lat sądzono, że heroina jest skutecznym lekiem zwalczającym nałóg morfinizmu (podobnie jak wcześniej morfina miała uwalniać od opium). W literaturze przedmiotu reprodukowany jest niekiedy pochodzący z końca ubiegłego wieku plakat reklamowy firmy Bayer, zalecający stosowanie aspiryny i heroiny jako lekarstwa na przeziębienia, kaszel itp.
Szacunki dotyczące rozmiarów narkomanii z tego okresu sugerują, iż było to zjawisko porównywalne w swym zakresie do narkomanii współczesnej. Mówi się o tym, że na przełomie wieków uzależnienie od opiatów obejmowało w Stanach Zjednoczonych co najmniej 1% populacji. Nie powinno to budzić szczególnego zdziwienia, jeśli zważy się np. wyniki jednego z charakterystycznych dla końca ubiegłego wieku badań: w 1880 r. jeden z bostońskich lekarzy przeanalizował 10200 recept pochodzących z 34 lokalnych drogerii i ustalił, że ponad 10%, dokładnie 1481 tych recept opiewało na takie czy inne preparaty zawierające opiaty. Co więcej, okazało się również, że większość masowo sprzedawanych, “patentowanych” gotowych lekarstw zawierała je również. Oczywiście, pod wieloma względami była to inna narkomania aniżeli zjawisko, z którym borykamy się współcześnie. Stosownie do istniejących materiałów historycznych uważa się, że obejmowała ona przede wszystkim kobiety, co bywa łączone zwykle z faktem częstego stosowania opiatów jako środków uśmierzających dolegliwości menstruacyjne i klimakteryjne.
Narkomania
Podobny obraz sytuacji przedstawia inny znany pisarz tego samego okresu, Samuel T. Coleridge, wspominając swoją rozmowę z aptekarzem, który miał mu powiedzieć, że w miasteczku Thorpe w dni targowe sprzedaje się dwa lub trzy funty opium i galon (ok. 4,5 I) laudanum. Informacje te, jakkolwiek mało systematyczne wedle dzisiejszych standardów, zdają się wskazywać na to, że już w początkach XIX w. narkomania nie była tak niecodziennym zjawiskiem jak chcieliby sądzić ci, którzy włączają ją do mniej czy bardziej katastroficznych opisów współczesności. Niewiele lepiej działo się i później, zwłaszcza, że z biegiem czasu w praktyce medycznej rozpowszechniało się stosowanie morfiny, a począwszy od połowy wieku można ją było podawać w iniekcjach. Umożliwiało to wprawdzie dużo dokładniejszą kontrolę dawek narkotyku, potęgowało jednak jego działanie i znakomicie przyspieszało powstawanie zależności. Na dodatek, morfinę przez długie lata drugiej połowy XIX w. traktowano jako świetne i lekarstwo.
Lekarstwo na opium
Pomagające wydobyć się z nałogu palenia opium i pijaństwa, uważając przy tym, że podawana dożylnie nie prowadzi do powstawania uzależnienia. Podobne były dzieje XIX-wiecznej narkomanii w Stanach Zjednoczonych, choć ogólny obraz sytuacji w tym kraju modyfikowało kilka dodatkowych czynników. Dopiero w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w literaturze medycznej zaczęły pojawiać się ostrzeżenia przed zbyt hojnym szafowaniem morfiną, choć zaufanie do nowej postaci opiatów już przyczyniło się do uzależnienia wielu tysięcy ludzi. Szczególnie wiele szkód spowodowało szerokie stosowanie morfiny w okresie wojny secesyjnej (1860-1865), jako środka przeciwbólowego i leku pomocnego w zwalczaniu dezynterii. W rezultacie wielu weteranów wróciło do domów uzależnionych, a zjawisko to stało się powszechne na tyle, że morfinizm nazwany został “chorobą żołnierzy”. Drugim, obok liberalnego stosowania opiatów w celach leczniczych, czynnikiem sprzyjającym szerzeniu się narkomanii.