
Rejestr policyjny
Znalezienie się w rejestrze milicyjnym jest wysoce prawdopodobną konsekwencją tej sytuacji. Uznanie narkomanii za chorobę, która z niewyjaśnionych bliżej powodów szerzy się wśród ludzi młodych, sugeruje z kolei, że utożsamienie się z rolą narkomana sprowadzać się będzie do zaakceptowania faktu, iż przyjmowanie narkotyków jest swoistą anomalią psychiczną czy fizjologiczną, wymagającą interwencji lekarskiej. Poddanie się kuracji odwykowej – skrupulatnie odnotowywane w statystykach szpitalnych -jest tu zazwyczaj kolejnym etapem procesu “stawania się narkomanem”. Ograniczenie społecznego obrazu narkomana do osób młodych sprawia, iż pojawianie się podobnych autodefinicji wśród pozostałych konsumentów środków odurzających jest wyjątkowo rzadkie. Prawdopodobnie sami dorośli narkomani skłonni są uznawać zjawisko używania środków odurzających za domenę ludzi młodych, wyjaśniając własne kontakty z preparatami narkotycznymi jako indywidualne problemy.
Rejestry szpitalne
Innymi słowy, czy mając do dyspozycji rejestry szpitalne lub milicyjne, przedstawiające liczby pacjentów czy osób zatrzymanych, możliwe jest określenie limitu osób, po przekroczeniu którego będziemy mieć do czynienia już z problemem społecznym. Jeśli zgadzamy się, że 2,5 tys. pacjentów leczących się z powodu uzależnień lekowych wskazuje na obecność problemu narkomanii, zaś 150 narkomanów przebywających w szpitalach nie jest powodem do publicznego niepokoju, to na jakim poziomie wyznaczyć granicę oddzielającą te dwie postaci zjawiska. Podobne wątpliwości występują także przy badaniach i sondażach socjologicznych. Czy bowiem stwierdzenie, że 3 bądź 4% uczniów lub studentów przyznaje się do używania środków odurzających należy traktować jako wskaźnik zawsze obecnego marginesu zachowań dewiacyjnych, czy też uznać za alarmujący sygnał ukazujący potrzebę podjęcia natychmiastowych działań. Wbrew pierwotnym oczekiwaniom zastosowanie wymiernego, uniwersalnego kryterium.

Dolegliwości narkomana
Dolegliwości będących następstwem używania środków odurzających. Posługując się tymi kryteriami tak samo należałoby traktować “odtrutego” narkomana, jak osobę wyleczoną z zawału serca spowodowanego nadmierną ilością wypalanych papierosów. Ponieważ ponowne sięgnięcie przez zawałowca po papierosa uważane byłoby zapewne za swoiste szaleństwo lub też za oznakę słabej woli, można przypuszczać, że podobnie oceniono by niedawnego pacjenta oddziału detoksykacyjnego sięgającego po strzykawkę czy pigułki. Jednakże – w przeciwieństwie do innych działów medycyny – farmakologiczne leczenie uzależnień lekowych jest jedynie wstępem do dalszej terapii, wykraczającej znacznie poza obszar “organicznie” zorientowanych lekarzy. Pozostając w kręgu terminologii medycznej można powiedzieć, że eliminacja objawów zespołu abstynencyjnego przypomina raczej działania anestezjologów zapobiegających jedynie fizycznym cierpieniom pacjentów, niż pracę chirurga usuwającego z organizmu przyczynę zaburzeń.
Uzależnienia lekowe
Trzeba tu jednak przypomnieć, iż jeszcze do niedawna “anestezjologiczna interwencja” w przypadku uzależnień lekowych uważana była przez niektórych specjalistów za wyraz nadmiernej pobłażliwości wobec narkomanów oraz za istotne zakłócenie procesu terapii. Tak np. jedna z podstawowych reguł Synanonu, znanego ośrodka leczenia narkomanów w St. Zjednoczonych, zabraniała podawania jakichkolwiek środków medycznych podczas występowania objawów “głodu” u nowo przybyłych pacjentów8. Podobne koncepcie pojawiają się coraz częściej w wypowiedziach pracowników polskiego MONARu. Zwolennicy metody “bez znieczulenia” wskazująca, iż nagłe zaprzestanie używania środków odurzających – mimo niewątpliwej dolegliwości dla ich konsumentów – nie wywołuje istotnych zaburzeń organicznych, wpływa natomiast na motywacje pacjentów, uświadamiając im nieograniczone możliwości ludzkiego organizmu. Pozostając w zgodzie ze standardami moralnymi należałoby jednak traktować tę metodę raczej jako wyraz swoistej represji wobec narkomanów niż jako efektywny sposób wydobywania z nałogu. Równie dobrze bowiem można by uzasadnić stosowanie terapii bólowej wobec pasożytów społecznych, zalecanej przez część polskich psychiatrów w latach sześćdziesiątych, czy też uznać pozbawienie znieczulenia przy zabiegach stomatologicznych za najlepszy sposób upowszechnienia mycia zębów.